Nie do końca savoir-vivre. 33 zasady niezmanierowania #4

Niezmanierowanie to bycie zwyczajnie ludzkim. Oto czwarta część przemyśleń na temat tego, jak się zachować w różnych sytuacjach, żeby z życia i od ludzi wyciągnąć jak najwięcej, jednocześnie nie zachowując się jak palant i dupek, albo oferma i pierdoła.

PIERWSZA DRUGA i TRZECIA część znajduje się pod linkami.

16. Nie komentuj publicznie zachowania czy stylu ubierania się innych. Albo czegokolwiek, co robią SOBIE.

Absolutnie nie chodzi tu o to, żebyś nie miał swojego zdania. Chodzi raczej o to, żebyś na siłę nie uświadamiał ludzi, co mogą naprawić w swoim życiu. Nie jesteś ich nauczycielem. Nie jesteś ich ojcem. Jak będą chcieli coś ze swoim życiem zrobić, albo coś będzie im doskwierało do tego stopnia, że nie będą tego w stanie znieść, to wtedy się tym zajmą.
Albo się nie zajmą. Twoim zadaniem nie jest zmienianie kogokolwiek na siłę. Twoim ewentualnym zadaniem jest pomoc ludziom, którzy tej pomocy od Ciebie oczekują i odpowiednio o nią poproszą. W sposób, który odpowiada obu stronom.

Patrząc na kanały YouTube, albo profile na TikToku czy Facebooku można zaobserwować bardzo dużo kanałów typu commentary, które są bardzo oblegane.

Weź jednak pod uwagę, że programy telewizyjne takie jak: „Sędzia Anna Maria Wesołowska” również do takich należą. Nie chcesz być kojarzony z tym poziomem.

Zawsze takie 'obgadywanie’ innych kojarzyło mi się z 'elitkami’ z liceum, które tworzyły oddzielną, ważniejszą od całej reszty szkoły kasty. Jednocześnie warto nadmienić, że poza silną postawą opartą o poczucie bycia lepszym od innych nie było czego wspominać. Psychopaci są wszędzie. Socjopaci też. A Ty zajmij się sobą.

Jeżeli ktoś zgłosi się do Ciebie o poradę — bądź chętny, by im pomóc, ale nie bądź przy tym wyniosły. Podejdź do tematu jak przyjaciel, aniżeli jak nauczyciel. Postaraj się być w tej pomocy dla nich. Pamiętaj, że robisz w tym momencie coś dla kogoś, a nie dla siebie i to nie Ty jesteś najważniejszy.

17. Zaczepiając obcego na ulicy zacznij od powitania. Nie od przeprosin.

Sprawa powitania jest, wydaje mi się, całkiem zrozumiała. Wyrwane z kontekstu (jakiegokolwiek kontekstu) komunikaty nie są przez nasz mózg zbytnio zrozumiałe. Ludzie zajęci swoimi sprawami mają percepcję zaangażowaną konkretnymi myślami. Krótkie powitanie wyrywa ich w sposób, który pozwala przekierować uwagę na Ciebie. Proste: „Dzień dobry” będzie w stanie zrozumieć. Jeżeli zaczniesz od zadawania pytania, najprawdopodobniej będziesz musiał pytanie powtórzyć, co wywoła pewną frustrację tak w Tobie, jak i Twoim rozmówcy.

Często zdarza się spotykać ludzi, którzy zamiast się przywitać, zaczną od przepraszania.

Wydaje się to być kulturalne. Wydaje się to być uprzejme.

Problem w tym, że nawet jeżeli tak jest — wprowadza to z miejsca pewną hierarchię. Nie podchodzi się w ten sposób do rozmówcy jak „równy z równym”, tylko jako „sługa uniżony”. Przepraszając kogoś stawiasz się z miejsca gdzieś niżej na podium.

Podejdź, przywitaj się i powiedz czego u diabła chcesz.

18. Spraw służbowych i prywatnych nie załatwiaj na ulicy.

Załatwianie spraw służbowych na ulicy zawsze kojarzyło mi się z działalnością dealerów, wtyczkami, albo paserami. W dużym skrócie: z typami spod ciemnej gwiazdy, jak to się niegdyś mawiało w filmach sensacyjnych.

Zasadniczo nie ma w takich działaniach niczego złego, jeżeli nikomu nie robi się krzywdy, ale jakoś tak mimo wszystko jak robisz jakiś biznes — znajdź do tego odpowiednie miejsce i nie wrzucajmy wszystkiego do jednego wora. Przyznaj sobie i swojemu partnerowi biznesowemu pewną rangę i z niej nie schodźcie.

Do załatwiania spraw biznesowych dobrym miejscem jest albo miejsce neutralne — restauracja, kawiarnia, cichy bar, albo miejsce będące Twoim terenem — Twoje biuro. Stawianie siebie w niekomfortowych warunkach nie jest Ci potrzebne.

19. Jeśli nie musisz, nie wsiadaj do autobusów przepełnionych, nie przyglądaj się współpasażerom.

Jest lipiec. Lato. Przysłowiowy żar kapie z nieba. W sumie pogoda jest cudowna, ale raczej na wypad nad rzekę czy jezioro, niźli na bieganie po mieście. No, ale nie wszyscy mogą sobie pozwolić na to, żeby robić sobie półroczne wakacje poza miastem, więc – tym bardziej w dużych aglomeracjach – najlepiej jest poruszać się komunikacją miejską. Samochody może i są wygodne, ale nie w momencie, kiedy przychodzi kwestia parkowania. Nie dość, że parkometry nie są tanie, to nie wiadomo niekiedy, ile czasu się zejdzie w miejscu pracy, a dodatkowo bywa tak, że coś się przedłuży i zaczynamy nerwowo spoglądać na zegarek: „dostałem już mandat czy zaraz dostanę?”

Jednym z nielicznych plusów pandemicznych były autobusy i tramwaje, którym narzucono maksymalną ilość pasażerów. O ile nie mam nic przeciwko tłumom, o tyle czucie czyjegoś oddechu na karku, albo wietrzącej się pachy po całym dniu w pracy przed nosem nie koniecznie napawa optymizmem.

Uwaga teraz – nie mówię, że ludzie się nie myją (choć to niekiedy bywa prawdą). Nie mówię, że ludzie o siebie nie dbają (to też prawda). I nie mówię, że ludzie nie dbają o innych (tak samo). Chodzi o to, że nie jest najlepszym rozwiązaniem wchodzenie w dystans intymny (~50cm, mniej więcej na zasięg łokcia) z przypadkowymi ludźmi, których się nie zna. Jest to bezpośrednio związane z tym, że ludzie dookoła nie koniecznie czują się z tym komfortowo. Nawet jeżeli Tobie to nie przeszkadza – weź pod uwagę, że im to może przeszkadzać. Jeżeli oni już są w autobusie, a Ty do niego wchodzisz, to Ty naruszasz ich strefę. I to Ty powinieneś zrezygnować z tego autobusu. Ten kolejny, który przyjedzie za 5 minut nie będzie robił tak dużej różnicy. No chyba, że jesteś już spóźniony, ale z poprzedniego wpisu powinieneś wiedzieć, żeby być wszędzie wcześniej i nie iść na ostatni możliwy autobus.

20. Jeżeli za mocno zabalowałeś…

Zasadniczo jak się ciężko pije, to trzeba się liczyć z ciężkimi konsekwencjami. Oczywiście kac działa różnie w zależności od doświadczenia, wieku, kondycji, składu i masy ciała, jakości snu, spożywanego jedzenia… i tak dalej. Podobnie jest z wpływem na nas podczas picia. Osobiście jestem na etapie: „nie potrzebuję alkoholu do czegokolwiek”. Frazesy typu: „nie przybliża mnie do moich celów” są mi obecnie całkiem bliskie. Jak długo? Nie wiem. Nie uważam jednak, że używki, gdy używane roztropnie — choć w niektórych przypadkach nieroztropnie — byłyby czymś kardynalnie złym. Życie jet życiem, trzeba umieć z niego korzystać.

Najlepiej byłoby nie balować zbyt mocno, żeby się nie zrównać z poziomem około — zwierzęcym. Tym bardziej że nie jest to najlepsze rozwiązanie również z punktu widzenia zdrowotnego. Czasami zdarza się jednak, że coś Ci zaszkodzi. Nie zjadłeś tyle, ile powinieneś. Nie spałeś należycie długo. A może popełniłeś ten błąd i dałeś się namówić na nieśmiertelne: „Ze mną się nie napijesz?” które wypowiada Twój wujek, który w kwestii alkoholu również nosi miano tego „Nieśmiertelnego”. Albo to był ten jeden, „ooostani” shot, który przelał czarę równowagi emocjonalno-intelektualnej.

Byłbym cholernym hipokrytą, gdybym powiedział, że nigdy nie zdarzyło mi się obudzić na nie tej pętli autobusowej. W sensie tej po drugiej stronie miasta, niż planowałem wysiąść. Takie uroki młodości i studiowania. Nie znaczy to, że uważam to za jakikolwiek objaw sensownego działania.

Tak jak we wstępie zaczynając: jeżeli za mocno zabalowałeś, wracaj taksówką.

Krótko i treściwie. I nie ma to większego znaczenia — czy będzie to Twój prywatny kierowca, czy będzie to Uber, Bolt czy Złotówa — Kazik. Zachowasz w ten sposób te resztki godności. O ile nie będziesz musiał kolejnego dnia zapłacić za wypranie tapicerki samochodowej. No, ale wtedy nikt ze znajomych nie będzie tego widział.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *