Standardy, które zawsze miały wartość
Mości Państwo,
tancerz, kaletnik i gość z kamerą. Wygląda to na trzy życiorysy. Jest jeden.
Scena. Piętnaście lat, ponad pięćset występów. Teatr Żydowski, Opera Narodowa, Opera Wiedeńska. Tańczyłem zawodowo, uczyłem tańczyć innych. Na AWF-ie, prywatnie i w szkole baletowej. Scena nauczyła mnie jednego: ludzie wyczuwają fałsz szybciej, niż zdąży go zauważyć ten, kto go produkuje.
Sam zobaczyłem go z bliska, kiedy starsi koledzy po fachu nie mogli ścierpieć, że nie są w centrum uwagi, a ci z mniejszym doświadczeniem są obiektem westchnień. Wyproszone brawa i gratulacje są jadowite.
Odszedłem przez środowisko i z chęci tworzenia. Kierunek świata i zawirowania geopolityczne były tylko pretekstem. Impulsem do zmiany.
Kiedy świat taneczny wracał z propozycjami, odmawiałem. To już nie był mój świat. Filtr fałszu został.
Warsztat. Szyć nauczyła mnie babcia, miałem sześć lat. Potem była tapicerka, metaloplastyka i stolarka u ojca. Potem były auta, jachty, oldtimery. I rok w Danii przy zabytkowych samochodach, z których najstarszy jeździł na parę.
Rzemiosło uczy pokory wobec materii. Krzywego szwu nie zagadasz.
Od niemal sześciu lat szyję pod własnym znakiem. Paski, portfele, torby. Żadna z tych rzeczy nie wróciła do naprawy.
Kamera. Najpierw agencja marketingowa i duże marki: Mastercard, Aperol, Play. Potem własne studio, podcast i ponad tysiąc pięćset materiałów, nagranych i zmontowanych. Wiem, jak wykręcić milion wyświetleń. Wiem też, że ślepy viral przyprowadza gapiów.
Dziś prowadzę własną agencję i biorę pięć firm rocznie. Pokazuję je takie, jakie są. Tylko wyraźniej.
Skąd Pan Retro
GG to Gambit Goods. Do polskiego języka nie pasuje, więc szukałem czegoś bardziej polskiego.
Przez lata mówiono do mnie „Panie instruktorze”. Pan został.
Retro pasowało do mojego stylu. Do światopoglądu i do misji, którą miałem w sercu, ale na języku jeszcze nie.
Co to wszystko łączy
Na scenie, przy skórze i przed kamerą obowiązuje jedno prawo: za tym, co widać, musi coś stać. Obietnica ma mieć pokrycie. Szew ma trzymać. Słowo ma ważyć.
Tych standardów nie wymyśliłem. Zawsze działały. Wypracowałem je w sobie, bo dyscyplina to praca i nie jest dana z marszu.
Dlatego nie znajdziecie tu farmazoniarstwa, tandety ani niczego jednorazowego.
Gdzie mnie szukać
Agencja: dla firm, które robią dobrą robotę i nie umieją o niej powiedzieć.
Zaopatrzenie: rzeczy ze skóry, które po latach będzie sens naprawiać.
Niech się liczy: eseje i podcast. Gołe fakty z frontu biznesu i rzemiosła, ze szczyptą literackiego animuszu i ułańskiej fantazji.
Kompanija: formacja. Kurs się ogląda. W formacji meldujesz wykonanie.
Fantastycznego dnia!
Krzysztof, Pan Retro