Nie do końca savoir-vivre. 33 zasady niezmanierowania. #1

Savoir-vivre w dzisiejszych czasach wygląda nieco inaczej, niż te 100 lat temu, kiedy to mężczyźni nosili smoking, potrafili tańczyć i nie dygali, kiedy mieli podejść do kobiety. To już nie te czasy, gdy nosili podwiązki do skarpetek i popijali martini w sposób bezkarny o każdej porze dnia i nocy. Utensylia takie jak cygarniczki były uznawane za przejaw wyrafinowania. Jeżeli byli gejami, to nie obnosili się z tym oficjalnie, a przez gawiedź byli określani mianem ekscentrycznych, albo o poszerzonych zainteresowaniach (nie wchodźmy jednak w to, gdzie te zainteresowania były poszerzone). Pamiętaj — każdy czas ma swoje plusy i minusy. Pisząc ten tekst, również będę się starał o tym pamiętać.

Czas i miejsce.

Z dobrym wychowaniem jest jak z etyką. Jest zależna nie tylko od czasów, w których żyjemy, w jakim towarzystwie się obracamy (rola, zawód, hierarchia społeczna), ale również od tego gdzie na globusie pokażemy palcem swój dom. To, co dla Polaka jest normalne, dla Japończyka jest niedopuszczalne. No, a przynajmniej może być niezrozumiałe. Niemniej jednak o różnicach kulturowych teraz rozmawiać nie będziemy i skoncentrujemy się na standardach europejskich. No i ogólnie tych uniwersalnych — głównie za oceanem.

Jak jest teraz?

Według dzisiejszych norm nie koniecznie musisz wiedzieć, w którą stronę podać porto przy kolacji (zgodnie z ruchem wskazówek zegara… just sayin’), albo czym się różni jive od foxtrota (choć tu mógłbyś zaplusować u płci pięknej). Warto jednak wiedzieć, jak wiązać muszkę (nie zawsze), albo krawat (a to akurat zdecydowanie częściej się przyda). Albo chociaż jak przyrządzić to cholerne martini, żeby kobieta, którą zaprosiłeś do siebie, miała o Tobie nieco wyższe mniemanie.

Tak jak kobiety weszły w domenę mężczyzn, tak mężczyźni weszli w domenę kobiet i coraz chętniej korzystają z dobrodziejstwa konsumpcjonizmu. Żeby interesować się modą, nie trzeba chodzić z upudrowaną gębą, albo nosić miano dandysa. Dbanie o cerę jest publicznie wymagane przez wzgląd na wszędobylskie media społecznościowe (jak nie musisz, bo masz spoko geny, to wygrałeś), ale dobrze jest nie przesadzić, żeby nie czuć się jak „panienka”.

Nowoczesny savoir-vivre pomaga również w codziennych relacjach z ludźmi. Jak dogadać się z obsługą hotelową, żeby dostać lepszy pokój. Z szefem, żeby był skłonny dać Ci podwyżkę, kiedy o nią poprosisz. Albo z podwładnym, żeby nie robił Ci koło pióra, gdy się odwrócisz.

Bez względu na to, jak na to spojrzysz — nasze maniery przekładają się na to jak jesteśmy przez naszych rozmówców postrzegani. Poniższa lista nieco powinna Ci pomóc nie być traktowanym jak gbur, cham i prostak. I to wszystko przy zachowaniu również pewnego dystansu od przydomku miękkiej fajki.

1. Nieuczesany i nieogolony.

Nie ma znaczenia czy mamy do czynienia z erą drwali, gładko ogolonych każdego dnia mężczyzn, zniewieściałych metroseksualnych panienek czy nerdów z kozią bródką. Uczesanie i zarost to coś, co zawsze rzuca się w oczy jako pierwsze. Głownie dlatego, że to na twarz ludzie patrzą w pierwszej kolejności. Zarost odwraca uwagę od reszty twarzy. Może być zatem orężem w codziennym zdobywaniu świata Życie i świat nie są sprawiedliwe — ładnym ludziom jest w życiu łatwiej i się w końcu z tym pogódź. Choć facetom i tak jest z tym tematem nieco łatwiej, niż kobietom. Facet ma być ogarnięty. Kobieta ma być ładna. A przynajmniej tak mi się zawsze zdawało. Mimo wszystko włos i wąs w nieładzie może być kulą u nogi, która trzyma Cię w dołku, w którym wytrwale siedzisz i okopujesz się coraz bardziej.

Nie musisz się golić na gładko. Nie musisz mieć podkręconego wąsa rodem modela z żurnala piwa kraftowego. Kaszkietu, kamizelki i koszuli z podwiniętymi rękawami też nie. Jak nosisz brodę — to o nią dbaj — czesz, układaj, stosuj odżywki i nie hoduj w niej resztek jedzenia. Jak masz wąsy — niech nie wchodzą Ci do ust, przycinaj je regularnie. Zadbaj o podstawy i bądź w tej stylizacji spójny. Regularnie. Bez dnia typu: „mam to w dupie”. Im mniej takich dni, tym szybciej się przyzwyczaisz i mniej problemów będzie Ci to sprawiało.

2. Punktualność

Mam wrażenie, że odkąd pojawiły się Social Media, wydarzenia na fejsbuku, komunikatory, telefony komórkowe i inne SMSy, ludzie nadużywają ich do przesuwania spotkań. Albo odwoływania. Ogólnie w dość luźny sposób podchodzi się przez to wszystko do spotkań, podtrzymywania kontaktów i szanowania czasu innych. W szczególności, jeżeli nie postawisz wyraźnej granicy, że sobie tego nie życzysz.

Najlepsza zasada dotycząca Twojego czasu polega na uświadomieniu sobie, że to Ty musisz decydować, jak wygląda Twoje życie. Zdarza Ci się spojrzeć na zegarek, stwierdzić: „O ku*rwa!”, po czym biec na autobus? Obawiam się, że w takim przypadku Twoja sprawczość jest na dość niskim poziomie, bo to nie Ty dyktujesz warunki, w których funkcjonujesz. Dyktują je los, przypadek, kierowca autobusu, warunki na drodze i cała masa innych podmiotów. W konsekwencji i tak jeżeli się spóźnisz — naprawdę nikogo nie interesują powody czy warunkowanie zewnętrzne. Wymówki. Ot co. To Ty masz mieć kontrolę nad tym, co i kiedy się dzieje w Twoim życiu.

Wyobraź sobie, że jesteś z kimś umówiony w samo południe. Punkt 12:00 jest Twoim celem, ale mimo wszystko masz jeszcze 2 możliwości. Możesz być wcześniej, a możesz być później.

Czas to pieniądz i spóźniając się na spotkanie, okradasz drugą stronę z czasu, pieniędzy… i życia. Podchodzisz do tematu świadomie i spóźniasz się z premedytacją? W ten sposób wyraźnie pokazujesz, że liczy się Twój czas, a ten należący do drugiej osoby już niekoniecznie.

W pewnych przypadkach można w ten sposób wymóc określoną hierarchię. Jeżeli jednak masz do czynienia z kimś, kto nie czuje się od Ciebie gorszy — uzna to za afront i świadomy brak szacunku. No, a jeśli nie uzna tego za brak szacunku, to uzna to za złe maniery, albo problemy w organizacji czasu. Myślisz, że jakakolwiek zdrowa współpraca wchodzi w grę?

Co do zasad savoir-vivre — masz 2 możliwości przyjścia na spotkanie i są one uzależnione od miejsca spotkania. Jeżeli jest to miejsce neutralne. Przyjdź najpóźniej punktualnie. Jeżeli spotykasz się u gospodarza, bądź najwcześniej punktualnie. Co nie znaczy, że powinieneś przyjść spóźniony o godzinę. Tak czy inaczej — najbezpieczniej jest w obu przypadkach przyjść wcześniej.

3. Nie gap się w telefon, gdy idziesz ulicą. Nie pisz SMS-ów podczas jazdy.

Niegdyś dotyczyłoby to czytania książek i gazet. Smędzenie boomerów dotyczące korzystania z telefonów, o ile jest uzasadnione, o tyle ich argumentacja może być dość silnie nacechowana hipokryzją, bo sami robili to samo, tylko wgapieni byli w inne medium.

Kwestie bezpieczeństwa są, mam nadzieję, całkiem logiczne i zrozumiałe. Kiedyś Casey Neistat zrobił dobry materiał: „Texting while walking”. Znajdziesz go TUTAJ.

Chodzenie to jedno, ale telefon i jazda autem to już kolejny poziom idiotyzmu. Nie dość, że nie jesteś w stanie skoncentrować się na drodze, to nie jesteś w stanie skoncentrować się na swoim rozmówcy. Spłycanie relacji nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem. Nawet w tak trywialny sposób. Relacje buduje się i podtrzymuje na zasadzie świadomego ich pielęgnowania. Nie pozwalając sobie na bycie w pełni uważnym na to, co mówi druga osoba — nawet jeżeli jest po drugiej stronie telefonu, nie należy do najlepszych rozwiązań. Tym bardziej, jak siedzisz z tym kimś przy stole.

Mówi się o miłości i bliskości w kategoriach ogrodu, który należy pielęgnować i może to jest oklepane i w ogóle, ale ma to swoje uzasadnienie. Inaczej relacje nie działają. Albo jesteś dla kogoś, albo nie ma ona przyszłości.

Wydaje mi się, że relacje są coraz bardziej spłycane i trywializowane. Pandemia miała swoje przełożenie na kapitał społeczny, na to jak ludzie się kontaktują. Znajomi na ten temat kończą pointą w stylu: „Zdziczałem, nie potrafię się spotykać z ludźmi”.

Zdarzają się oczywiście przypadki, kiedy to ktoś pracuje w internecie, jest community managerem, social media marketerem, musi odpowiadać na komentarze, DM-y itd. Przez cały dzień. Po pierwsze to są pojedyncze przypadki, jeżeli mówimy o spektrum całego społeczeństwa. Po drugie — w takim przypadku trzeba sobie szukać kogoś, kto to zrozumie. Większość ludzi nie zrozumie.

4. Witaj znajomych zawsze pierwszy, mimo że nie jesteś do tego zobowiązany

W oficjalnych przypadkach to ta 'ważniejsza’ albo bardziej uprzywilejowana osoba wita się jako pierwsza i to ona decyduje o formie powitania. Poprzez dobór słów oraz formę kontaktu fizycznego, osoba kontrolująca kontakt towarzyski określa hierarchię. Określa to, na co można sobie pozwolić. Jeżeli będąć niżej w hierarchii będziesz chciał to zrobić, najprawdopodobniej spotkasz się z oporem i niezadowoleniem. Wtedy od samego początku rozmowa może nie iść w odpowiednim kierunku. No, chyba że jesteś dobrym graczem i potrafisz odnaleźć się w nowej sytuacji. A co ważniejsze jednak — potrafisz sprawić, że druga strona również będzie to potrafiła.

Jeżeli jednak spotykasz swoich znajomych 'gdzieś-na-mieście’ — jest to bez znaczenia kim on/ona jest. Może to być Twój bliski przyjaciel, kumpel od piwa czy bicia, rektor Twojej uczelni, Twój szef czy partner biznesowy. Uśmiechnij się i otwórz gębę jako pierwszy. Warto zawierzyć Dale’owi Carnegie’emu i temu, co pisał w swojej książce: „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi”. Ponoć Theodore Roosevelt tak robił. Wszak ten gość coś tam osiągnął i jednak był lubiany przez ludzi.

Nie wiesz, jak druga strona się zachowa? No cóż. Jeżeli nie weźmiesz sprawy w swoje ręce — nigdy się nie przekonasz i nie będziesz mieć pewności. Nazwijmy delikwenta: „Darek”. Jest kilka możliwości:

  • Darek widzi Cię i wita jako pierwszy.
  • Darek nie widzi Cię i nie witacie się w ogóle.
  • Darek widzi cię i udaje, że Cię nie widzi.
  • Darek widzi Cię i czeka, aż przywitasz się jako pierwszy.
  • Darek widzi Cię i jako że się z nim nie witasz jako pierwszy, stwierdza, że udajesz, że go nie widzisz, po czym idzie na imprezę i wszystkim Waszym wspólnym znajomym rozpowiada, że jesteś pawianem, który własnoręcznie wetknął sobie kij w d*pę.

Po pierwsze przechodzisz w stan reagowania, a nie kreowania. Weź się ogarnij i zacznij sam stawiać warunki. Te dywagacje rodem z „Mody na sukces” są Ci absolutnie niepotrzebne.

5. Nie pal w miejscach publicznych. „Vape” też?

Nie wiem, czy też tak miałeś, ale jeszcze gdy studiowałem, wyjście na piwo ze znajomymi, albo na koncert bywało mordęgą. Wszyscy jarali. A nawet jak nie jarali, to po wyjściu z klubu każdy pachniał tak, jakby był regularnym palaczem. Kluby były z każdej strony ogarnięte mgłą tytoniową. Z miejsca wszystkie ubrania musiały iść do prania.
Całe szczęście w 2010 r. powstał przepis o zakazie palenia w miejscach publicznych. Jestem entuzjastą pozwolenia ludziom robić, cokolwiek zechcą — niech jarają czy wciągają, co dusza zapragnie.
Ale! Wszystko w granicach prawa naturalnego. Ich smrodki niech pozostaną ich smrodkami i niech trzymają się ode mnie z daleka.

Myślisz, że vape-y są ok, bo ładniej pachną? Nope. Nie są ok. Są irytujące. Większość osób, która Cię otacza, prawdopodobnie nie powie Ci tego wprost, bo są zbyt al dente. Nie znaczy to, że nie powiedzą tego w zamian komuś innemu.

Aha. Dotyczy to również oglądania filmów czy słuchania muzyki w autobusie. Zasadniczo nikogo nie interesują Twoje upodobania muzyczne. Jeżeli koniecznie chcesz się oddać takim uciechom, to załóż słuchawki i nie koniecznie rozkręcaj dźwięku na maksa, pomimo miejsko-autobusowego gwaru. Zwyczajnie szkoda uszu (#okboomer).

Skoro o telefonach mowa — rozmowa też nie jest najlepszym rozwiązaniem. Tym bardziej, jak akurat Ci przyjdzie mówić o sprawach ważnych tylko i wyłącznie dla Ciebie.

Wszystko się sprowadza do przestrzeni. Twoja przestrzeń jest Twoją przestrzenią i nie lza naruszać Ci przestrzeni innych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *