Jeżeli chcesz wiedzieć, jakim być mężczyzną, jesteś w dobrym miejscu. 7 wspaniałych. Polska.

Wydaje mi się, że problemem w dzisiejszych czasach jest w dużej mierze nihilistyczne odejście od wartości, od idoli i przyznawania im wartości, jakie mieli w naszym życiu.
Jak to cholera jest niektórym trudno jednoznacznie powiedzieć komuś: „dziękuję za to, co dla mnie zrobiłeś, że podzieliłeś się ze światem swoimi przemyśleniami, wiedzą, dorobkiem, doświadczeniem”. To czy robili to dla pieniędzy, czy nie i tak nie ma żadnego znaczenia. Liczy się efekt. To zawsze z efektów jesteśmy rozliczani. Ludzie z poniższej kategorii „The best of…” przyczynili się do tego, gdzie jestem i jaki jestem obecnie. O nich właśnie będzie ten wpis.

Zasady gry

Kiedy łamiesz zasady, łam je mocno i na dobre.

Terry Pratchett, Trzy wiedźmy

Lista ta nie ma absolutnie charakteru mówiącego o tym, że jak ktoś jest wyżej, bądź niżej na liście, to jest lepszy, albo gorszy. Poniższe osobistości są przedstawione w kolejności ALFABETYCZNEJ dla uniknięcia wszelkiego faux-pas. A poza tym są oni specjalistami w innych dziedzinach życia, więc każdy z nich tworzy klasę samą w sobie. A jeśli nawet działają w podobnej branży, to i tak gdzieś tam prezentują inne wartości i w inny sposób trafiają do swoich słuchaczy.

Lista nie ma być pompatycznym peanem na ich cześć. Jest jednak formą podziękowania za to, że mam w głowie to, co mam. Ma być również zwróceniem uwagi na to, że są na świecie ludzie, od których można się wiele nauczyć. To właśnie w ich kierunku warto zwrócić swój wzrok. Zaobserwować ich i korzystać z dobrodziejstwa, którym dzielą się ze światem.

Witam ze słonecznej Kalifornii — Mirosław „MiroBurn” Burnejko

https://dt9xom8irs6kr.cloudfront.net/u208261/gUWcbU09cUwEd9wPSZnI1594029979.jpg

Kiedy jeszcze zajmowałem się profesjonalnie tańcem, poznałem pracę na eventach do kotleta, na deskach teatralnych, aż w końcu wylądowałem w Operze Narodowej i Operze Wiedeńskiej. Nie mam z tego okresu jednak ani wielu zdjęć, ani wielu filmów. Nie uważałem, żeby było mi to do czegokolwiek potrzebne. Co prawda moją karierę trafił dość szybko szlag, bo się zaczęła światowa historia, o której w internecie nie wolno mówić w niewygodny sposób (choćby Joe Rogan się o tym niedawno przekonał).

Dotarło wtedy do mnie, że dobrze byłoby to, co robię gdzieś uwieczniać — wszystko, co widzę i gdzie jestem. Zacząłem więc od zdjęć. Dużej ilości zdjęć, ale jednak nie publikowałem ich nigdzie. Stwierdziłem oczywiście, że będę dbał o swoją prywatność.

Któregoś razu szukałem czegoś w internecie i trafiłem na vlog tego gościa. Ten konkretny odcinek był sprzed kilku lat i dotyczył m.in. tematyki CrossFit. Bez wchodzenia teraz w szczegóły, dotarło do mnie, że nie trzeba skakać ze spadochronem w każdym odcinku, żeby jego opublikowanie miało sens i dawało wartość. Osoby oglądające mogą odnieść jakąś korzyść z prostych rzeczy. Co więcej — proste rzeczy są do tego najlepsze. Prostota daje siłę.

Później zacząłem wertować inne jego materiały. Mirek opowiadał w pierwszym vlogu, że zabierał się do nagrywania przez 2 lata. Jakoś tak niedawno dotarło do mnie, że miałem podobne obawy, co on. Może też dlatego mam do jego działań taki sentyment. Gdzieś te lęki były ukryte i to właśnie dlatego nie powstał wcześniej kanał: „Tańcz z Krzysztofem”. Cóż — powstały jednak inne.

Jego vlogi to kopalnia wiedzy dotyczącej pracy z ludźmi, tworzenie marki, zajęcia się finansami i firmą, budowania relacji w firmie, organizacji czasu i swojego życia. Większość guru od motywacji czy biznesu mogą mu ewentualnie buty wypastować, mimo że sam o sobie mówi, że jest gdzieś na początku drogi przedsiębiorcy. Mirek stara się pokazywać swój mindset w sposób przejrzysty i bez owijania w bawełnę. Jest przy tym jednocześnie uprzejmy i kulturalny. Zbudował swój obecnie widoczny obraz głównie jako specjalista od biznesu i edukacji. Reszta jest tłem. Wyrazistym, ale jednak nadal tłem.

Wszelkie informacje na temat Mirka macie na tej stronie. Jest on osobą, która świetnie potrafi grać własną marką. Wypracował ją wśród przedsiębiorców w należyty sposób i co więcej — nie boi się mówić o sobie — o swoich porażkach również. Mawia wtedy: „to wszystko część gry”. Najważniejsze jest jednak to, że można mu zaufać. Produkty ma świetne (przetestowane i z ręką na sercu polecam). O wszelkich szczegółach dowiecie się z jego strony i korzystajcie z dobrodziejstw, jakimi się dzieli, bo warto.

Bartek Dziedzic

https://bartekdziedzic.pl/zrobilem-panele-akustyczne-nareszcie-dobre-audio/

Kanał Bartka poznałem jakoś na samym początku jego drogi w internecie. Miał wtedy tylko kilka filmów — dla porównania ma ich obecnie 166. To już jest dużo, tym bardziej że nie są to materiały z kategorii pitu-pitu, gdzie bez przygotowania gada do kamery. Jego kontent to głównie pełne świetnej treści recenzje sprzętu, filmy instruktażowe dotyczące oprogramowania oraz porady dotyczące prowadzenia kanału, które tworzy na bazie doświadczenia oraz książek typu YouTube Formula.

Wszystkie materiały wyglądają na spójne i bardzo przemyślane. Są na świetnym poziome technicznym i merytorycznym. Nie ma co się dziwić — Bartek jest fotografem z wieloletnim doświadczeniem.

Mówiąc to wszystko, zwracam uwagę, że korzystałem już z jego wiedzy dotyczącej omawianych produktów i testów, które robił. Największy zauważalny plus oglądania jego materiałów wiąże się z wiedzą o zastosowaniu odpowiedniego sprzętu w praktyce, korzystaniem z oprogramowania do postprodukcji filmów. Zainwestowałem też w mikrofon, który polecał w swoich filmach.

Jedno zlikwidowało częściowo problem z czasem potrzebnym na postprodukcję, a drugi sprawił, że jednak zainwestowałem w coś, dzięki czemu mnie na nagraniach słychać poza domem.

Nie jest to olbrzymi kanału, bo to dopiero początek. Nie jest to również kanał dla wszystkich, ale można się od niego naprawdę wiele nauczyć w kwestiach związanych z filmami, YouTube czy samą fotografią.

Wejdź zatem na jego bloga, gdzie wszystko jest systematycznie i ładnie uszeregowane. Zapewniam Cię, że skorzystasz na tym, jeśli jesteś internetowym twórcą, albo chcesz nim zostać.

Tylko Ketoza! – Rafał „Ketokocur”… Kocur

https://img.search.brave.com/U5Wx4vLAi9Gf2FIs1F8EHFRpW_pNuwXCAJ4F5aX–jw/rs:fit:1200:720:1/g:ce/aHR0cHM6Ly9pLnl0/aW1nLmNvbS92aS8z/N2JlVG52MXBnVS9t/YXhyZXNkZWZhdWx0/LmpwZw

Kilka lat temu jeden z moich podopiecznych na AWF-ie zapytał mnie: „co sądzę o diecie keto?” Musicie wiedzieć, że były to czasy, gdy była ona modna. Jeff Cavaliere, którego ówcześnie słuchałem (oh well, dalej słucham) twierdził, że to nie jest coś dobrego. No, a przynajmniej są lepsze metody żywieniowe.

Cóż… Mówiąc bardzo zwięźle: zmieniłem zdanie. Może całkiem niedawno, ale efekty jej trzymania są jednak nieco bardziej, niż zadowalające. Czy ma swoje minusy? Oczywiście. Głównie w postaci upierdliwego aspektu jedzenia tego, co sam zrobię, ale nie mam już napadów głodu w ciągu dnia, więc ten problem koncentruje się w momencie, kiedy od czasu do czasu jem obiadek u mamy. No, chyba że od razu od wejścia do domu mówię, że chcę mięso — dużo mięsa i dopiero wtedy będę szczęśliwy, to dziwnym trafem uśmiech od razu gości na jej twarzy i problem znika.

Z jednej strony to zestawienie nazwiska i pseudonimu Ketokocura jest całkiem logiczne i trafne, z drugiej niemało się zdziwiłem, jak dobrze dla tego twórcy zagrało jego własne nazwisko.

Ketokocur jest jednym z 'piewców’ kościoła ketonowego oświecenia. Wygłasza peany na temat golonki. Hymny ku chwale boczku i karkówki w miłosnej canzonie ich skwierczenia na rozgrzanym smalcu. Tworzy dytyramby na cześć ciał ketonowych. Jednocześnie prozaicznie, acz skutecznie wspomina niekiedy o whisky dopełniającej anturażu poezji tłuszczowo-białkowej.

W swoich materiałach koncentruje się na… uwaga, uwaga — diecie ketogenicznej. Co jeść, jak jeść i jak przygotować. Tworzy również sporo materiałów dotyczących merytorycznego w większym lub mniejszym stopniu tłumaczenia, dlaczego warto ją stosować. Chyba że akurat pokazuje, jak nie latać dronem.

Ketokocur prowadzi jednocześnie swój sklep, więc jeśli skorzystacie z jego wiedzy — zajrzyjcie i tam.

Polecam dla tych, co mają problemy żywieniowe. Warto rzecz jasna w takich kwestiach rozmawiać również ze specjalistami i przebadać choćby krew czy aby wszystko w naszym ciele gra jak należy.

Teść wszystkim! – Sebastian „The Faceless” Kot

https://img.search.brave.com/GK1pMg32UuPPdHlr_8K48GYLJePSheByYPCMIDsaGjE/rs:fit:602:301:1/g:ce/aHR0cHM6Ly9xcGgu/ZnMucXVvcmFjZG4u/bmV0L21haW4tcWlt/Zy00NzhjZDFkMDMx/M2NlY2MwNWJlMGIx/ZmIwODdmZjkxYi1j

Zajmuję się tańcem od wielu lat. Problem tańca, tancerzy i instruktorów tanecznych polega w głównej mierze na tym, że są absolutnie zaślepieni na to, co sami wiedzą, co sami potrafią, czego ich kiedyś nauczono i co mówi technika taneczna.

EGO.

Nauka, wiedza i dorobek naukowy z zakresu biomechaniki, fizjologii i anatomii rozwiewa wiele wątpliwości i tłumaczy, jak bardzo nieuzasadnione są niektóre tezy ze świata tańca.

Krótko mówiąc, jest to wszystko coś, czego zazwyczaj na zajęciach tego typu brakuje. Brakuje i to bardzo. W szczególności, jak przez długi czas osoby zajmują się tańcem i nie widzą absolutnie żadnych efektów związanych z własnymi możliwościami fizycznymi. Jakim komentarzem zazwyczaj jest to okraszone ze strony instruktorów tańca, z którymi miałem do czynienia? Trenujesz za mało.

Prawda jest jednak taka, że to zazwyczaj błąd leży po stronie prowadzącego, jego niekompetencji i przeświadczenia o własnej nieomylności.

Sebastian Kot nie należy wizualnie do osób, do których chcemy wieczorem podejść na ulicy i zapytać o godzinę. Nic bardziej mylnego! Faktycznie, to 'kawał byka’ o imieniu Seba, doktoryzował się jednak z dziedziny biomechaniki. Reasumując, gość jest bestią. I do tego inteligentną.

Sebastian Kot nie jest tylko twórcą na swoim kanale YouTube, ale przede wszystkim jest sportowcem (jak sam stwierdził już emerytowanym), trenerem i szkoleniowcem. Więcej o nim i jego utytułowanych dokonaniach znajdziecie na stronie kadry KFD. Ostatnio jednak zajął się również kulturystyką, gdzie w Kołobrzegu w ubiegłym roku zdobył srebrny medal.

Należy jednocześnie nadmienić, że startował w zawodach Strength Wars jako The Faceless i nadal dzierży tytuł mistrzowski. Polecam zerknąć — jak się na takich zawodach dźwiga. Mówiąc bardzo skrótowo i tak, żeby wszyscy zrozumieli — wątpliwe jest, że będziecie aż tak silni, zachowując jednocześnie taką wytrzymałość.

Warto skupić się na nim, jeżeli potrzebujesz dawki solidnej wiedzy okraszonej niekiedy czerstwym żartem. W szczególności, jak wchodzi jego brat Paleciak, z którym tworzy świetny duet.

Sebastian Kot często jest motywowany przez swoich widzów, żeby w końcu napisał książkę o treningu siłowym, biomechanice etc., ale zazwyczaj mówi z pokorą, że to chyba jeszcze nie jest ten moment. Nie mniej jednak brał udział w formie konsultanta w książce Krystiana Dobropolskiego — Podstawy biomechaniki ruchu człowieka. Analiza trójboju siłowego. Czytam ją do poduszki i książka jest póki co świetna. Jak przez nią przebrnę, zrobię recenzję na swoim drugim blogu.

Świeżak, skup się! Tomasz Miler

https://tomaszmiler.com/wp-content/uploads/2014/03/Tomasz-Miler-Cigar-Gingham-Harris-Tweed.jpg

Ostatnio wszedłem na jedną z grup zegarkowych na FaceBook-u, gdzie ktoś zapytał: „Co Pan Tomasz ma na nadgarstku?” Jedyna wartościowa odpowiedź, jaka się pojawiła, to: „Maurice Lacroix Pontos Grand Guichet GMT”. Oczywiście tak się nie zdarzyło i posypała się litania śmieszkowania z przedsiębiorcy. Przykładów oszczędzę i sobie i Tobie, bo były poniżej krytyki.

Przykre jest to, jak często zdarza się zawistne spojrzenie ze strony osób, które w życiu mają problem choćby z pościeleniem własnego łóżka, a wypowiadają się kwieciście i rozlegle na temat daleko roztaczanego przed nimi świata. Trochę jak z typowym Januszem, który siedząc w fotelu z piwkiem w ręku komentuje nosy pretendentek tytułu Miss Universe, albo mięśnie kulturystów na zawodach Mr. Olympia.

Dość o „cebulactwie”.

Tomasz Miler to marka osobista oparta w głównej mierze na modzie i alkoholu. O ile wiązania krawatów uczył mnie mój tata, a o szklankach do whisky uczyłem się na szkoleniu barmańskim, o tyle na temat jakości detali marynarek dowiedziałem się co nieco właśnie od niego. Zwracam jednocześnie uwagę na to, że krawiectwa uczyłem się od babci i co nieco na temat szycia wiem. Może nie jestem tak biegły, jak rzemieślnicy z Savile Row w Londynie, ale dobrą koszulę od kiepskiej odróżniłbym bez problemu jeszcze w liceum.

Moja przygoda z tym twórcą zaczęła się wiele lat temu, bodaj zaraz po tym, jak wyjechałem do Warszawy na studia. Wtedy w Polsce kwitła era blogów. O tych latach wspomniał w którymś wywiadzie, że wtedy nie czuł się dobrze za kamerą. Ano. Było to dawno.

Tomasz Miler jest przykładem osoby, która postanowiła być specjalistą w danej dziedzinie i w sposób świadomy dążył do tego, żeby tak się stało. Lubił dobrze się ubierać. Lubił dobry alkohol. Stwierdził więc, że będzie pewnego rodzaju ikoną w tej dziedzinie. I jest. Wielokrotnie na rozmowach na spotkaniach ludzi z BNI (networking oparty o przedsiębiorców — właścicieli i managerów firm, spółek, biznesów — wstaw co chcesz) słyszałem o nim w roli pewnego wzoru do naśladowania. Zresztą te 261 tys. obserwujących na FaceBook-u o czymś świadczy.

Obecnie Tomasz Miler posiada własną markę odzieżową, galanteryjną i alkoholową. Co więcej! Oprócz tego całkiem niedawno wyszła na świat jego książka o whisky po polsku. Początków jej idei można doszukiwać się na jego kanale YouTube, gdzie uczy jak pić alkohol z klasą. Zarówno od strony wyboru szkła, jak i ze względów organoleptycznych, czyli na co zwracać uwagę z punktu sensorycznego. Warto go posłuchać choćby ze względu na to, jakiego języka używa podczas określania bukietu aromatów. Tłumaczy również (a może wręcz: „przede wszystkim”) zasady dotyczące szeroko rozumianej elegancji męskiej.

Jeżeli masz jakieś wątpliwości w kwestii własnego ubioru i klasy — uderzaj do niego. Natomiast jeżeli nie masz, tym bardziej to uczyń.

Michał „Volant” Szatiło

https://kacperzamojski.pl/wp-content/uploads/2014/10/IMG_1725-1080×675.jpg

Blog Volanta, Volantification był pierwszym blogiem, który kiedykolwiek czytałem. Przekłada się to na te same lata, co odnoszące się jegomościa powyżej.

Volant był niegdyś „niezłym ziółkiem”. Jego pierwszy blog, jeszcze przed Volantification dotyczył nieco innego spojrzenia na tematykę związkową. Zresztą obecny również się mocno zmieniał na przestrzeni lat. Teraz jest nieco ugrzeczniony i dojrzały. Może to przez kwestię kolejnych lat na karku. Może to przez zdobywanie kolejnych doświadczeń, a może to przez kwestię ustatkowania się.

Zawdzięczam mu nieco zdrowego cynizmu. Zawdzięczam mu przede wszystkim te pierwsze samodzielne myśli dotyczące relacji międzyludzkich. No może nie do końca pierwsze, ale powiedzmy, że te świadomie zaobserwowane.

Pamiętam z jego pierwszej książki cytat mówiący o tym, że przyjrzał się ludziom z jego ówczesnej, paskudnej pracy. Ludziom, z którymi niewiele chciał mieć wspólnego. Słuchając ich 'życiowych rad’ stwierdził, że w każdym przypadku zrobi coś odwrotnego.

Wspominał również o swojej własnej transformacji, jak któregoś razu wrócił do domu. Wyrzucił praktycznie wszystkie rzeczy z szafy, które kojarzyły mu się z tym obrazem siebie, który mu nie odpowiadał.

Chyba to był zaczątek mojego upodobania do dobrych ubrań, eleganckiego stylu i ogólnie rzeczy świetnej jakości. Nie dlatego, żeby stać się niewolnikiem własnych przedmiotów, a żeby świadomie kreować to, jak patrzą na mnie inni ludzie.

Jak się nad tym teraz zastanawiam, to całe moje myślenie o świadomym zmienianiu siebie. Inwestowaniu we własną osobę, o którym wszyscy kołczowie żarliwie rozprawiają mam od niego. Przez niego… albo dzięki niemu. Z jednej strony jestem mu za to wdzięczny, choć z drugiej nieświadomość ponoć bywa błogosławieństwem. Cóż — gdyby nie on, byłbym obecnie kompletnie w innym miejscu. Czytajcie zatem jego bloga i łapcie za jego książki.

Witam, Tomasz Wróblewski, „Wolność w remoncie”

https://img.search.brave.com/Tlgq9CuRqJJ6HHknZkRgWMHeD3AXs9_3QCWQCACrG3U/rs:fit:1200:720:1/g:ce/aHR0cHM6Ly9uYW16/YWxlenkucGwvd3At/Y29udGVudC91cGxv/YWRzLzIwMjEvMDEv/VG9tYXN6LVdyb2Js/ZXdza2ktMDEuMjAy/MS5qcGc

Tomasz Wróblewski jest gospodarzem „Wolności w remoncie”. Słucham go od lat zasadniczo z dwóch przyczyn.

Pierwszą z nich jest moje umiłowanie poprawnej polszczyzny i posługiwania się pięknym językiem. Rzadko kiedy jestem w takim szoku, gdy słyszę tak wymuskany i przemyślany sposób referowania treści. Pan Tomasz posiada nienaganną dykcję. Materiały są zawsze merytoryczne i oparte na faktach, liczbach oraz porównaniach do historii i książek. To 'stara gwardia’ dziennikarstwa, gdzie bazuje się na tłumaczeniu zależności, powodów i ogólnym dociekaniu, aniżeli ordynarnemu pompowaniu tematu dla osiągnięcia jak największego rozgłosu.

Drugim powodem jest bliskie mi podejście światopoglądowe oparte na racjonalnym myśleniu, kojarzeniu faktów i nie okłamywaniu się tylko dlatego, że chcę się lepiej poczuć. Powiem krótko: „similis simili gaudet”.

Mam pełną świadomość tego, że nie mamy wpływu na to, co się dzieje za granicą. Nie mamy wpływu na to, co się dzieje w kraju. Nie mamy wpływu na ogólną gospodarkę światową czy dowolne działania rządzących.

Jestem słuchaczem jego podcastów głównie przez to, że Pan Wróblewski zwraca uwagę na pewne zależności.

Polecam go słuchać, ponieważ można się nauczyć dzięki niemu dostrzegać więcej. Głównie tego, co się dzieje w kwestiach, na które nie mam wpływu, aby móc się odnieść do rzeczy, na które wpływ posiadam. W tej chwili te decyzje nie są nazbyt znaczące, ale może z czasem doprowadzę do tego, że jednak będą.

Polecam wejść na stronę fundacji Warsaw Enterprise Institute, gdzie dowiecie się o szeregu inicjatyw, jakie fundacja podejmuje. Jej prezesem jest właśnie Pan Tomasz Wróblewski. Jeżeli natomiast mieszkacie w Warszawie — zajrzyjcie do Świetlicy Wolności i wypijcie jego zdrowie szklaneczką dobrej Whisky.

Epilog

Zestawienie jest mocno subiektywne, jak się można spodziewać. Jak wspomniałem na wstępie, są to osoby, które w pewien sposób zwróciły mi uwagę na pewien mocno obecnie funkcjonujący aspekt w moim życiu.

Faktycznie, są to osoby będące obecnie w różnym miejscu w swojej drodze kreowania świata. I wiecie co? Nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Każdy człowiek ma kogoś, kogo może czegoś nauczyć. Sam na pewno choć raz słyszałeś, że Twoje działanie/wiedza/postawa komuś pomogły. Nie koniecznie Twoje kompetencje muszą się przekładać na rozgłos medialny.

Nie mniej jednak w każdym człowieku należy szukać czegoś dla siebie. Każdy człowiek jest gościem w naszym życiu — bez względu na to, na jak długo w nim zagości. Warto zatem czerpać z tego dobrodziejstwa garściami.

Oto moja lista osób pochodzących z Polski, którym coś zawdzięczam. Kogo byś do tej listy dopisał? Jakie są Twoje typy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *