Czyli jak sprawić, by życie było nieco mniej upierdliwe.
Wyznaczając cele warto to i owo wiedzieć. W sensie wiedzieć czego się rzeczywiście chce i potrzebuje. Nie szukaj guru i kołczów, którzy powiedzą Ci, jak masz żyć i jaka kariera jest dla Ciebie dobra. To są decyzje, które musisz podjąć samemu. Jak to Rafał Mazur z Zen Jaskiniowca mawia: „Każdy musi wybrać swoje przej*bane”.
Nigdy nie pytaj ludzi. Nie o pracę. Nie wiesz, czego chcesz? Jak możesz to znieść, żeby nie wiedzieć?
HOWARD ROARK — Źródło, Ayn Rand
Wszystko działa w myśl, że i tak i tak jakąś cenę zapłacisz. Równie dobrze możesz zapłacić za coś, czego rzeczywiście chcesz.
W zależności od tego, gdzie się znajdujesz w życiu, jak bardzo w ciemnej dupie się znalazłeś, możesz pracować nad sobą samodzielnie, albo wykorzystać pomoc specjalisty.
Nie po to, żeby Ci powiedział, czego chcesz, ale żeby:
- Pomógł Ci zdecydować się na coś;
- Przedstawił narzędzia potrzebne do działania;
- Zwrócił uwagę na zasady gry funkcjonujące w świecie.
Przy czym i tak zdrowym przejawem będzie pewna doza powątpiewania w to, co mówi. Nie na zasadach kompletnego odrzucenia jego wiedzy, ale zwykłego jej sprawdzenia. Choćby intelektualnego.
Przyjmujemy, że działasz sam, albo ten post traktujesz jako konsultację z takowym kołczem.
Zajebiście ważne pytanie.

Są 2 kwestie, nad którymi należy się pochylić
- Czy wiem czego chcę?
- Czy działam?
Można z tego stworzyć macierz na wzór Macierzy Eisenhowera.

Powyższe założenia nie biorą w ogóle pod uwagę czy wiesz, jak to coś osiągnąć.
Wiesz dlaczego?
Bo to nie ma aż takiego znaczenia podczas wykonywania tego pierwszego kroku. Kolejnego z resztą też nie. Często będziesz wkraczał we mgłę i ciemność.
Jeżeli Cię jeszcze gdzieś nie było, to nie możesz mieć pojęcia, jak wygląda droga.
Określasz cele podróży. Żeby gdzieś dotrzeć, możesz kupić mapę, albo odpalić GPS w telefonie. Możesz zapytać jakiegoś przechodnia. Może się nią okazać śliczna dziewczyna, z którą umówisz się na kawę (i nie tylko — true story), a potem okaże się, że miała bardzo zazdrosnego chłopaka (niestety też true story). Możesz więc poszukać informacji u jakiegoś faceta — a ten pokieruje Cię kompletnie w złym kierunku. Tylko dlatego, że nie zna drogi i głupio mu to przyznać (niestety — również true story). Ewentualnie jest zwyczajnie złośliwy. Każda możliwość ma swoje plusy i minusy.
Wracając do meritum, każda droga zaczyna się w jakimś konkretnym punkcie.
Początkiem Twojej drogi są Twoje:
- Przekonania;
- Przyzwyczajenia/nawyki;
- Zasoby;
- Doświadczenia;
- Kontakty;
- Umiejętności i cechy indywidualne.
Powyższa lista nie jest skończona i nie jest spisem elementów oddzielnych, a takich, które z siebie wynikają, wzajemnie się przenikają i współgrają.
W takiej sytuacji przydaje się dziennik. Ewentualnie zwykła kartka papieru, żeby to jakkolwiek nazwać, uporządkować lub choćby wymiernie zmierzyć.
Jeżeli chcesz wylecieć do Nowej Zelandii, warto choćby wziąć pod uwagę choćby: czy masz środki na bilet lotniczy, masz jak szybko zarobić, tudzież ktoś Ci kasę pożyczy?
Powiedzmy, że kasę masz, ale nigdy nie kupowałeś biletu lotniczego. Czy to powinno Cię sparaliżować i w związku z tym powinieneś zrezygnować z wyjazdu?
Też tak myślę.
Każdy mówi o tym, żeby nie koncentrować się na problemie, a na działaniu i jego rozwiązaniu.
Do tego właśnie potrzebne jest określenie kierunku, podjęcie decyzji i plan i działanie.
Plan działania
Chcę uporządkować swoje życie. Chcę być zdrowy i zadowolony z tego kim i gdzie jestem. Piękne cele. Serio-serio.
Zastanawiam się więc, czego prawdopodobnie potrzebuję i przez co będę zadowolony z siebie, a dzięki temu kobiety będą reagować na mnie przynajmniej tak subtelnie, jak zdrowy facet na wydekoltowaną 25-letnią studentkę kosmetologii.
Określam więc plan.

Ten jest całkiem niezły. Choć osobiście zastanowiłbym się nad przeniesieniem jedzenia gdzie indziej przez wzgląd na katecholaminy, funkcje trawienne, hipertrofię, mezolimbiczny szlak dopaminertyczny tralalala itd. No, ale to moje indywidualne preferencje. Praca też by się gdzieś przydała, żeby nie być typowym piwniczakiem, a samą partnerką miłosną nie okazała się ręka.
W sumie w moim kursie Niech się liczy mówię o tym wszystkim, jak i o wielu innych aspektach. Możesz się do niego zapisać. Po to, żeby życie było nieco mniej upierdliwe i żebyś miał jak się zająć tym wszystkim, co rzeczywiście TOBIE jest potrzebne.
Polecam. Koniec reklamy.
Cała trudność funkcjonowania w cywilizowanym świecie wiąże się z jego złożonością. Jeżeli chcesz mieć poukładane życie, musisz nauczyć się odkładać w nim wszystko na swoje miejsce. Podobnie jest z czasem, który masz do dyspozycji. Wszystko musi mieć swoje miejsce. Wszystko musi mieć swoją porę.
Doskonale wiesz, że aby być zdrowym i sprawnym fizycznie, trzeba dobrze się odżywiać i trenować.
Żeby umieć rozmawiać z ludźmi, trzeba mieć z nimi kontakt.
A jak chcesz się sponiewierać w wesołym towarzystwie, to idziesz do baru studenckiego na piwny czwartek. No, chyba że jesteś stary i nudny, to wtedy jest to creepy i tego nie rób. Znajdź sobie inny sposób na odreagowanie.
Problem zaczyna się, gdy do naszego życia dokładamy kolejne elementy. Łączymy zatem: pracę, karierę, finanse, zdrowie, sport, rodzinę, życie towarzyskie, własną duchowość, nasze ogólne bycie i samostanowienie. Wtedy wszystko zaczyna się komplikować.
Określenie własnego planu działania
Najprostszy, pełny plan działania dotyczący JEDNEGO tematu, to:
1. Zdecyduj o pierwszym/kolejnym kroku.
2. Działaj.
3. Pomyśl i popraw błędy.
4. Powtórz.
Powyższy proces można przy każdej okazji zaczynać i powtarzać w nieskończoność. O ile zwrócimy uwagę na wszystkie jego punkty i nie będziemy omykać żadnego z nich.
- Decyzja o działaniu wynika z naszych bebechów, potrzeb, bólu, procesu myślowego czy kosmicznej energii. Jest pokłosiem posiadania pewnej intencji. Liczę 5-4-3-2-1, wstaję i udaję się w podróż.
- Działanie jest kwintesencją życia — tym, co pozwala nam zmierzyć się z ewentualnymi problemami. Samo się nigdy nic nie naprawia. Bierzemy odpowiedzialność za coś i w działaniu manifestujemy naszą sprawczość.
- Myślenie i poprawa błędów to elementy, które są bezpośrednio powiązane z ewentualnym progresem. Wyciąganie wniosków i niepowielanie błędów jest kluczowe. Oczywiście nikt nie jest idealny, więc te będą się zdarzały permanentnie. Jednakże doświadczenie i wiedza pomagają robić ich coraz mniej. Jeżeli przy każdym powtórzeniu zmienimy JEDNĄ rzecz albo poprawimy inną o 1%, to jesteśmy w domu.
- Powtórz — niczego nie osiągniesz od jednorazowego strzału. A jeżeli nawet, to szybko to stracisz, bo nie będziesz miał w sobie tej dyscypliny potrzebnej do utrzymania nowego stanu.
Oczywiście decyzja o pierwszym kroku może zostać poprzedzona odpowiednim procesem myślowym.
Robiąc coś pierwszy raz, nie mamy ani odpowiedniej wiedzy, ani odpowiedniego doświadczenia, żeby zdecydować się na coś optymalnego. Lepszym rozwiązaniem jest zrobić pierwszy krok i dopiero potem wyciągnąć wnioski.
Chroni to przed klątwą zbyt dużej ilości informacji, która przeszkadza w podjęciu jakiejkolwiek decyzji.
Jej napotkanie zazwyczaj kończy się wątpliwościami i brakiem działania. Nie musi być idealnie od samego początku, więc jeżeli nikogo tym nie skrzywdzisz, zacznij od działania.
Prosta kalkulacja: najbogatsi na świecie są naukowcy z tytułem profesora czy przedsiębiorcy? Wiedza jest ważna, ale to działanie przynosi wymierne korzyści. Nie — nie tylko finansowe.
Rozwój osobisty to rak
Rakiem rozwoju osobistego jest wciskanie ludziom coraz to nowych, innych, magicznych haków dotyczących ich życia, żywienia, treningu, pracy. Ot, marketing, kolejne produkty, które można sprzedać. Najgorsza jest intencja — zapomina się o tym, po co ten rozwój osobisty został w ogóle wymyślony.
Otóż — nie po to, żeby się rozwijać dla samego faktu rozwoju i brandzlowania się nad tym, że: „Oh! Teraz to ja jestem mądry, uduchowiony, inteligentny i w ogóle oh-ah!”. Został wymyślony po to, żeby sprawić, że konkretne rzeczy się dzieją.
Oczywiście, są pewne rzeczy, które są niezmienne i nie ma co pluć na wiedzę czy dokonania innych ludzi. Arogancja miewa swoje plusy, ale wymyślanie koła na nowo do tych sytuacji nie należy. Warto z wiedzy, doświadczeń, błędów i sukcesów innych korzystać. Krótko — kursy, książki i szkolenia są jak najbardziej na ta. Choć warto też brać pod uwagę, że odpowiedzialność za wszelkie działania i tak poniesie osoba, której one dotyczyły. Świadomość sprawczości i branie odpowiedzialności się zwyczajnie przydaje.
Wszystkie elementy rozwoju osobistego mają sprawiać, że mamy większą władzę. Większa sprawczość powoduje, że w konsekwencji jest nam łatwiej i szybciej wykonać daną pracę. Jest nam łatwiej sięgnąć po więcej.
Zdecydowanie wolę mieć do czynienia z człowiekiem, który koncentruje się na pracy i dowozi wyniki. Człowiek, który głównie o pracy mówi — ten, który czuje wyższość ponad innymi, bo medytuje, bierze zimne prysznice, albo robi 50 innych, trywialnych rzeczy, minął się z celem.
Umiar
Zapisanie na kartce 20 rzeczy do zrobienia niekoniecznie musi być sensowne, jeżeli zadania, które sobie wyznaczysz, nie dadzą Ci więcej sprawczości. Zazwyczaj zamiast tego sprawiają, że tej władzy nad własnym życiem masz jeszcze mniej, niż miałeś zanim się za nie zabrałeś. Wszystko przez to, że nie wykonujesz pracy, mimo że sobie to i owo obiecałeś.
Do każdego planowania ludzie korzystają z różnych planerów, robią masę karteczek, notesów, notatników i innych takich. Uporządkowanie tego uprości cały proces. Zamiast sobie wszystko utrudniać — upraszczać. Złożony nie znaczy skomplikowany.
Chcę się podzielić metodyką, która pozwoliła mi zawsze robić to, co chciałem. Dzięki której zdobywałem to, o czym marzyłem. To ona zawsze pozwalała mi osiągnąć to, co sobie wydumałem.
Wyznaczanie zadań i celów nie polega na tym, żeby w nieskończoność robić coś dla samego robienia.
Chodzi o to, żeby robić to, co trzeba.
Wtedy, kiedy trzeba.
Tyle, ile trzeba.
Jak już się ruszysz z kanapy, to zastanów się co jest w Twoim życiu ważne, a co pilne (witamy ponownie macierz Eisenhowera — swoją drogą jest to najlepsze, co możesz zastosować w celu określania priorytetów).
ORGANIZACJA – ogólnie

Niekiedy tych narzędzi jest tak dużo, że zaczyna nas to przytłaczać. Mamy 5 notatników, każdy w innym miejscu — niektóre zadania się wykluczają, inne się dublują. Do tego walają się dodatkowe kartki. Jakieś notesy, zeszyty — jeden w pracy, drugi w domu, trzeci w samochodzie. Notatki są pogreźdane i ogólnie jest bałagan. Potem poświęca się kilka godzin w miesiącu, żeby to wszystko jakoś uprzątnąć.
To, co powinno życie UPROŚCIĆ, tylko je jeszcze bardziej KOMPLIKUJE.
Ważne elementy:
1. Dziennik
2. KAJET (ew. kajet razem z dziennikiem — choć ja w dzienniku piszę bardzo dużo, więc u mnie to nie przejdzie)
3. Nozbe (asana i inne tego typu trackery też są spoko, acz sam korzystam właśnie z NOZBE)
4. Implementacja wszystkiego w całość
Jak się teraz do tego wszystkiego odnieść?
Narzędziem do wyciągania z bebechów problemów jest DZIENNIK — w nim rozkładasz problemy, które napotykasz każdego dnia na czynniki pierwsze. Jeżeli problemy się powtarzają, wyciągasz wnioski, czego nie możesz robić, żeby ten problem się więcej nie pojawiał — wrzucasz go do TO DO/NOT TO DO LIST w KAJECIE. To lista Twoich nawyków, których chcesz się pozbyć, albo które chcesz wzmocnić w sobie.
Rzeczy z TO DO/NOT TO DO LIST bierzesz okresowo na warsztat w rubryce Wygrywania dnia. Znaczy, że zwracasz SZCZEGÓLNĄ UWAGĘ na te nawyki w ciągu dnia. Jak nie wychodzi — trudno. Wybacz sobie, a przy kolejnym razie będzie lepiej. Normalnie strzał w 10.
Pamiętaj jednak, że każde działanie jak i zaniechanie działania jest wzmocnieniem nawyku — tak pozytywnego jak i negatywnego, więc nie biczuj się, jak czegoś nie zrobisz, ale niech to nie będzie wymówką i odwlekaniem każdego dnia na jutro… jutro… jutro.
Jeżeli określisz szereg elementów, które dotyczą określonej sfery Twojego życia (bycie, finanse/kariera, duchowość, relacje, przywództwo/hierarchia), to wybierasz z nich 5, którymi w nadchodzącym czasie będziesz zajmował się do skutku.
Jednocześnie zwracam uwagę, że nie musi to być 5 rzeczy. Mogą być 3, ALE NIE WIĘCEJ JAK 5.
Nie zabierasz się od razu za 30 problemów, bo to nic nie da i polegniesz.
Jak długo?
Po 30 dniach (bez względu na to, czy już po 2 tygodniach czułeś, że nawyk jest silny) bierzesz pod rozwagę: CZY JESTEM W STANIE DOŁOŻYĆ SOBIE KOLEJNE ELEMENTY W FORMIE NAWYKÓW?
Robisz to w myśl, że choć 1/5, które przerabiałeś przez ostatni miesiąc nie stanowią już dla Ciebie wyzwania. Są częścią Ciebie. Dla przykładu — chcesz regularnie trenować. Powziąłeś sobie, że codziennie rano będziesz poświęcał czas na rozruch. Jeżeli jest to dla Ciebie problem, to nie dorzucasz sobie dodatkowego regularnego DRUGIEGO treningu w ciągu dnia. Poczekaj, aż te poranne pompki czy inna joga będzie OCZYWISTYM następstwem po szczotkowaniu zębów.
Wybieraj te nawyki, które mają na Ciebie największy wpływ w pierwszej kolejności. Zazwyczaj są to te dotyczące snu, odżywiania się, treningu, wydawania mniej, niż się powinno oraz dbania o relacje.
Warto też wziąć pod uwagę, żeby wziąć po 1 nawyku z każdej sfery — dlatego też zalecam wziąć pod rozwagę 5 różnych (bycie, duchowość, finanse, relacje, przywództwo).
PRAGNIENIA.
Jeżeli już odpowiedziałeś sobie na jakże subtelne pytanie, do którego zachęca Laska z filmu „Chłopaki nie płaczą”, to powinieneś mniej więcej wiedzieć, czego od życia chcesz.
Osobiście jestem entuzjastą celów i marzeń wręcz agresywnych o niemal kosmicznych założeniach.
Do tych celów można podejść w formie ewolucji i rewolucji. Poprzez metodę SMART. Metodę małych kroków. Określania priorytetów. Tworzenia linii czasu itd
Dogłębniej pomagam je wyznaczyć w kursie NIECH SIĘ LICZY. Jak potrzebujesz więcej informacji, to zapraszam tam.
Cele a zadania.
Bierzesz na warsztat swoje cele i wybierasz NAJWAŻNIEJSZE elementy/zadania/prace, które Cię do nich doprowadzą.
Wyobraźmy sobie, że chcesz stworzyć markę odzieżową, która wyjdzie globalnie i będzie na miarę np. Wranglera.
Ile zajmie Ci czasu urzeczywistnieni takiej idei? 3-5 lat? 10?
Nigdy nie prowadziłeś takiej firmy. Ba. Korporacji.
Nie wiesz, jak się prowadzi 500-osobową działalność.
Możesz jednak podzielić te założenia na pewne etapy.
- Znalezienie ludzi, którzy coś w tym biznesie robili — choćby prowadzą sklep odzieżowy. Zbieranie informacji. Pomysł na produkt. Wstępne testy.
- Zbudowanie strony internetowej, albo chociaż profilu na facebooku, zbadanie rynku, produkcja pierwszego sampla, znalezienie pierwszych klientów. Pierwszy zysk. Podstawy reklamy, sprzedaży i marketingu.
- Dogadanie się ze sklepami, dostawcami, a następnie stworzenie jakiegokolwiek procesu. Pierwsze zatrudnienia.
- Otworzenie własnego butiku, reklamowanie się na targach
- Znalezienie ludzi, którzy nauczą Cię skalować, otwarcie kolejnego punktu w innym mieście.
- …
Czy to jest prawilny plan działania? Nie wiem. Nie jestem właścicielem takiej firmy, ale to są kroki, które mogę sobie wyobrazić. Po drodze znajdzie się milion powodów, dla których czegoś nie powinienem robić, albo będzie masa kroków, o których zapomnę. Trudno. Jak problem się pojawi, to wtedy będę go starał się rozwiązać.
Tak czy inaczej — nie starasz się rozplanować tych wszystkich kroków na przestrzeni kolejnych lat. Nie masz pojęcia, ile lat zajmą Ci poszczególne elementy, a im dalej w zadania czy na linii czasu, tym trudniej to oszacować. Bierzesz sobie jakiś wycinek powyższych elementów: np. punkty 1-3 i na każdy dajesz sobie 30 dni. Kolejno: 30-60-90.
Organizacja
W kwestii organizacji czasu możesz przyjąć 2 zasady dotyczące planowania i ewaluacji.
Planowanie
Jak wcześniej wspomniałem — określasz swoje cele cząstkowe na 30, 60 i 90 dni. W przypadku wyznaczania 1 celu nie brzmi to jak jakieś rocket science, ale jak chcesz na raz zająć się i formą fizyczną, i książkami, i dbaniem o relacje, i finansami, karierą… robi się z tego niezła lista. Bez odpowiedniego uporządkowania będzie ciężko pracować nad tym wszystkim.
Cele dla samych celów i przetransportowanie ich na kartkę papieru nie koniecznie ma sens jeżeli nie będziesz działał.
W związku z tym pojedyncze, mniejsze cele dzielimy na zadania codzienne.
Np. w punkcie nr 2 wpisaliśmy: „Zbudowanie strony internetowej, albo chociaż profilu na facebooku, zbadanie rynku, produkcja pierwszego sampla, znalezienie pierwszych klientów. Pierwszy zysk. Podstawy reklamy, sprzedaży i marketingu.”
Całkiem sporo do zrobienia. Nie zrobisz tego jednego dnia, a jak będziesz codziennie patrzył na to zdanie, to niczego nie zrobisz.
Samo tworzenie sampla swoje trwa. Postawienie strony z automatyzacją mailową, koszykiem itd zajmie kilka godzin. Nie musisz tego wrzucać na jeden dzień. Kup domenę, ogarnij WordPressa i jakieś podstawowe pluginy jednego dnia. Drugiego ogarnij politykę prywatności i regulamin. Trzeciego koszyk i automatyzację.
Proces
W ciągu dnia masz jeszcze masę innych rzeczy, którymi się zajmujesz. Choćby musisz ruszyć d*pę na trening. Musisz mieć czas, żeby żyć. Żeby zjeść. Spotkać się z kobietą i z kumplami. Przeczytać książkę.
Jestem wielkim fanem ciężkiej pracy, ale nikt nikomu nie przyznał specjalnej nagrody za zajeżdżanie się.
Nie, komunizm nie jest brany pod uwagę. To nie ten blog.
- Planujesz dzień i robisz sobie rachunek sumienia zaraz przed snem (polecam ogólny plan kolejnego dnia robić przed snem, a rano sobie przypomnieć kolejność zadań)
- Robisz to każdego dnia i na bieżąco zastanawiasz się, co możesz poprawić, a ewaluację swoich działań musisz raz w tygodniu.
Jeżeli będziesz zmieniał co tydzień swoje cele, to niczego nie osiągniesz.
Jeżeli podejmiesz decyzję o tym, że np. ruszysz z własnym podcastem, to przez najbliższe 3 miesiące zrób wszystko, co w Twojej mocy, żeby zajść z nim jak najdalej i nie rezygnuj po kilku porażkach, albo dlatego, że „nie czujesz tego”. Oczywiście, że nie czujesz. Dzieci w szkole też nie lubią matematyki, ale zazwyczaj jej nie lubią, bo nie są w niej dobrzy. Do tego trzeba czasu i wysiłku, a tabliczka mnożenia się przydaje. Zgarniesz nieco doświadczenia i będzie łatwiej.
Nie masz się poddawać, tylko robić swoje.
Zazwyczaj wyznaczane cele przerosną nasze oczekiwania albo możliwości. I dobrze! Mają być zapierające dech w piersiach wywołując na samą myśl gęsią skórkę. Okresowe ewaluacje są po to, żeby ewentualnie doprecyzować kroki, a nie po to, żeby z czegoś w ogóle zrezygnować. Daj sobie czas na bycie głupcem. Daj sobie czas na naukę, a w konsekwencji możliwość bycia w czymś lepszym.
Zasadniczo cały framework działania masz już tutaj rozpisany. Reszta kursu, o którym Ci wspominałem będzie Ci pomagała konkretne elementy doprecyzować. Zadamy sobie różne pytania, na które odpowiedzi zazwyczaj nikt nie chce udzielać, bo bywają po prostu trudne i należy spojrzeć na siebie nieco krytycznym okiem.
Bez zrozumienia przyczyny i ruszenia d*py z kanapy zazwyczaj niewiele się nie zmienia.
Pamiętaj, że najważniejsze jest, PO CO to wszystko robisz.
To wszystko ma Cię dokądś doprowadzić i sprawić, że będziesz takim mężczyzną, jakim chcesz się stać.
KAJET
A w kwestii ewentualnego organizera polecam Kajet, który opracowałem i z którego sam korzystam. Możesz go bezpłatnie pobrać.

A jak z niego dokładnie korzystać? Opis każdej strony znajdziesz tutaj.
Traktuj upływ czasu instrumentalnie
Jeżeli wyjdziesz z postawy osoby, która kreuje swoje życie, to określanie czasu pracy jest NARZĘDZIEM do jej optymalizacji. Udzielasz sobie wtedy pełnej sprawczości, bo dajesz sobie możliwość poprawiania siebie, zyskiwania czasu i robienia każdego dnia DLA SIEBIE jeszcze więcej.
Dziś jest okrutnie dużo elementów, które nas rozpraszają. Wyznaczanie sobie granic i monitorowanie swoich zachowań zwyczajnie pomaga.
Pracuj na blokach godzinowych – „od — do”. Monitoruj ile zajęło Ci napisanie maila. Ile czasu zajmujesz się swoimi social mediami i tego pilnuj. Będziesz miał więcej czasu na trening, spacer z psem czy inne przyjemności z rodziną, znajomymi, kobietami czy choćby przeczytanie książki.
Myśląc o scenariuszu swojego dnia masz się cieszyć na to, jak będziesz się czuł, gdy ten dzień się skończy. Z założenia masz czuć się spełniony i zadowolony, że ten dzień miał miejsce w takiej właśnie formie. Część aktywności, które były jego częścią docelowo mają sprawić Ci przyjemność, albo przynajmniej powinieneś widzieć sens w ich robieniu.
Nie musi być łatwo. Nie musi być wszystko od razu przyjemne.
Zimne prysznice są nieprzyjemne na początku (potem z resztą też nie jest przyjemniej, ale są z każdym kolejnym razem bardziej znośne). Mimo wszystko po wyjściu z lodowatej wody dostajesz zastrzyk dopaminy, który sprawia, że możesz góry przenosić.
Podczas długiego marszu mając na plecach 40 kg po 20 minutach stwierdzasz, że nie jest może wygodnie, ale jest spoko, po godzinie stwierdzasz, że nie przejdziesz ani kroku dalej, a po 90 minutach stwierdzasz — mogę tak cały dzień i maszerujesz przez bite 3 godziny. Potem jesteś zmęczony, ale mimo wszystko zadowolony.
Organizmu nie oszukasz. Natury nie oszukasz. Musisz jedynie zaufać pewnym procesom.
PROCESY, PYTANIA, ODPOWIEDZI
Te wszystkie procesy znajdziesz w kursie, który przygotowałem jeszcze nim nastały czasy ChatuGPT.
Pamiętaj, nie musisz być sam ze swoimi problemami.
